książeczka zajrzyj | wpisz się


Księżniczka. Ukochaj.

odeszło 2007
maj (2)
czerwiec (2)
lipiec (2)
sierpien (2)
wrzesień (2)
listopad (3)

2008
styczeń (3)
luty (2)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
wrzesień (1)
październik (1)

2009
marzec (1)
maj (1)
sierpien (1)



ukochałam

przynależę

polecam polecam <3
just moony
eliie-matt
summer

Mój Profil

Podlinkuj

brak kategorii (29)
wszystkie (29)

back (1)big (1)chorwacja (1)come (1)nudy (1)obóz (1)pamiętnik (1)porzecze (1)rekolekcje (1)szkoła (1)wycieczka (1)



copyrights wykonałam ja
na potrzeby swoje
przy użyciu wujka Google
NIE TYKAĆ!


Powrót

Chorwacja

środa, 26.sierpnia.2009, 15:56
6 sierpnia, czwartek
Wyjazd z Gdańska o piątej rano autokarem. Cel: mały hotelik w Czechach, tam obiadokolacja i spanie. Jazda cały dzień, cel osiągnięto dopiero o godzinie dwudziestej. Naprawdę ohydna obiadokolacja, czeskie żarcie to jednak nie jest TO. Pojawia się pierwszy symptom tęsknoty za krajem - nasze wspaniałe, polskie żarcie, czyli: ach, jak zjadłabym sobie żurek. Symptom jednak natychmiastowo stłumiony przez zmęczenie i pragnienie wskoczenia pod kołdrę. Okropnie wykrochmalone prześcieradło nie pozwalało zasnąć. A o siódmej wyjazd...

7 sierpnia, piątek
Ledwo widząc na oczy wycieczka zjadła śniadanie i ruszyła do autokaru. Cel: Wiedeń. Około czternastej cel został osiągnięty. Pałac Marii Teresy zachwycał, a jakże. Szkoda, że nie pamiętam już nawet jego nazwy. Ale widok na cały Wiedeń, naprawdę, cudowny. Potem wizyta w polskim kościele, pamiątka po odsieczy wiedeńskiej, dwujęzyczne tablice, pełno portretów Stefana Batorego i Jana Pawła II. Oglądanie panoramy Wiednia. Około siedemnastej czas wolny na 'starym mieście'. Cel - McDonald i jedzenie. Potem łażenie po opustoszałej 'starówce'. Opustoszałej, bo o godzinie dziewiętnastej Austriacy zamykają wszystko. Zabytki, kawiarnie. Potwierdza się moja teoria, że wszyscy Niemcy/Austriacy (jeden czort) są nienormalni.

8 sierpnia, sobota
Około pierwszej w nocy wyjazd z Wiednia. Cel: Chorwacja. Całonocna jazda przez Słowenię, tu jeszcze wrócimy. I wreszcie dojazd do Chorwacji. Pokoje mieli nam dać dopiero po południu, więc wycieczka zbulwersowana albo spała w autokarze, albo z braku alternatywy poszła sobie wykupić śniadanie za 40 kun. Potem poznawanie okolicy. Las, morze, las, morze. Najbliższe miasto 10 km od nas. Mamo, ja chcę do domu! Następnie kąpiel w morzu w ubraniach - a co tam, wszyscy marzyli tylko i wyłącznie o odświeżeniu się, po tylu godzinach nie robiło różnicy, czy morze, czy prysznic - chłodna, orzeźwiająca woda, to było TO. Przez kilka godzin wrzucaliśmy się do wody. To znaczy chłopcy wrzucali do wody nas, dziewczyny. Zabawa doprawdy przednia :) Około godziny piętnastej pozwolono zakwaterować się nam w pokojach. Widoki piękne, ale Chorwaci kochają schody. Żeby dojść do najwyższego pawilonu trzeba było pokonać sto stopni! Potem obiadokolacja (po tej wycieczce to słowo nie będzie mi się już nigdy, przenigdy dobrze kojarzyło) i spanie.

9-14 sierpnia
Wycieczki, kąpanie się w morzu, popijawy i tak w kółko.

15 sierpnia, sobota
Wyjazd z tej piekielnej Chorwacji, gdzie piwo, wódka i wino marki Wino są tańsze niż nasza zwykła, dobra, słodka, polska WODA! Widoki cudowne, ludzie przyjaźni, po polsku się dogadasz, samowolka i róbta co chceta, ale to nie zmienia faktu, że szlag mnie już trafiał od picia soków, wódki, wina i piwa! Jedyne czego pragnął mój organizm to najzwyklejsza woda! Wyjazd! Tak! Ale, zaraz, zaraz, nie tak prędko. Wpierw czekanie ośmiu godzin na wyjazd, no bo czas pracy kierowców jest najważniejszy, to wręcz nasze narodowe dobro i należy o nie dbać! Tak więc o godzinie 18.30 wyjechaliśmy zostawiając za sobą nasz wspaniały hotel. Cel: Słowenia, a konkretnie - Lublana. Do celu dotarliśmy około godziny dwudziestej pierwszej. Miasto CUDOWNE. Po rozczarowaniu Wiedniem i Chorwacją, to właśnie tu, w Lublanie znaleźliśmy ukojenie! Nocne życie, muzyka, ludzie chodzą pijani, ale śpiewają, uśmiechają się do siebie, impreza trwa, światła, noc, kawiarnie pootwierane i zapełnione do ostatniego krzesełka, rzygowiny pod każdą ścianą, ale co z tego, skoro atmosfera była niesamowita! Z całej wycieczki najlepiej wspominam właśnie Lublanę. To tam chciałabym kiedyś jeszcze wrócić.

16 sierpnia, niedziela
Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w kościele, ale było to chyba bardzo dawno temu. O godzinie dziewiątej dotarliśmy do Hustopec, miasteczka w Czechach. Były tam odkryte baseny, coś jakby aquapark. Siedzieliśmy tam do trzynastej. Było całkiem fajnie, graliśmy w karty, spałyśmy, relaks jednym słowem. Co chwile jakieś frytki, cola - no raj. O czternastej byliśmy w naszym hoteliku. Wszyscy wykąpani i odświeżeni, ale wykończeni pojawili się na obiadokolacji, a potem ten, kto miał jeszcze jakieś resztki sił, poszedł na basen. Ja nie miałam, o godzinie osiemnastej padłam na łóżko i zasnęłam, oglądając żużel w czeskiej telewizji. A, że majaczyła mi tam gdzieś polska flaga (Gollob rulez!) to oglądanie było czystą przyjemnością. Ale nie wytrwałam do końca, po prostu odpłynęłam do świata snów.

17 sierpnia, poniedziałek
Dzisiaj będziemy w kraju! - Te słowa krążyły po wycieczce od wczoraj, ale dopiero dzisiaj nabrały barw - naprawdę wracamy do Polski! Dzisiaj będziemy już jeść kolację - tak! Kolację! Nie żadną głupią OBIADOkolację - w domach! Radość malowała się na wszystkich twarzach. Wyruszyliśmy o 7.30, a w momencie, gdy przekroczyliśmy granicę podniecenie osiągnęło apogeum i wszyscy rzucili się do drzwi, bo za nimi było KFC. Polskie KFC! Najedliśmy się do syta, wzięliśmy dolewkę coli, czy czego kto chciał i ruszyliśmy do Gdańska oglądając "Chłopaki nie płaczą". We Włocławku zatrzymała nas na godzinę policja i kazała kierwcom pokazać papiery i dmuchać w balonik. W końcu nas puścili w dalszą drogę. O dwudziestej trzeciej dojechaliśmy do Gdańska. Przyjechali po mnie tata i Piotrek. Wreszcie w domu.
panna agata
Nastrój: wykończona :)
Kategoria: brak kategorii
tagi:


0 komentarzy
Następne Poprzednie